czwartek, 5 września 2013

Dzień 7: mija tydzień

Kiedy pisałem wczoraj o tym, że problemy są zawsze i że trzeba nauczyć się z nimi mierzyć, nie spodziewałem się tego, co miało wydarzyć się dziś.

Cztery godziny snu, w pracy od wczesnego rana (siódma), sześć spotkań, dwa kolegia, trzy projekty do finalizowania. Dwanaście godzin w pracy, znowu ciągłe telefony i masa papirologii stosowanej. Znacie to? ;) Żeby chociaż porządnie płacili.

W ciągu tych długich godzin kilkakrotnie nachodziła mnie myśl, aby zapalić. Ale tym razem, mimo stresu - coraz mniej natarczywa. Nie wiem, czy to kolejny podstęp nałogu czy też ochota na zapalenie mi przechodzi, w każdym razie - wytrzymałem i nie było to aż tak trudne.

A jaka radość z tego, ile pieniędzy udało mi się zaoszczędzić - to już będzie niemal setka. Można kupić za to trzy dobre książki lub DVD, wybrać się na dobrą kolację, odłożyć na konto... tyle kosztuje mnie telefon co miesiąc, rachunek za prąd. A te pieniądze "zarabiam" na tym, że czegoś nie robię - jaka satysfakcja!

Bardzo cieszę się z tego tygodnia i czekam na więcej!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz