... to jak żołnierz bez karabinu.
A jednak, jak już pisałem, zakończenie ostatniego tygodnia było bardzo trudne i całkowicie zawalone pracą.
Zawsze się śmieję, że my, korpoludki, przyzwyczajamy się do pracy na pełnych obrotach - od ósmej do siedemnastej, czasem chwilę dłużej. Weekend to restart, to ładowanie baterii, trzeba o wszystkim zapomnieć, sponiewierać się, napić wódki, wytańczyć. To jest tak oczywiste jak to, że po dniu przychodzi noc.
Kiedy więc zdarza się tak, że praca dopada Cię także w sobotę i w niedzielę, to nie tylko jest to intrygujące na swój sposób (w końcu rozwala rutynę), ale także cholernie irytujące, bo kiedy naładować te baterie?
Bałem się, że to będzie pretekst do tego, by wrócić do palenia. Niewyspanie, zmęczenie, zniechęcenie, złość - w takim stanie najprościej o chwilę słabości, która może przekreślić wszystko. I były takie chwile. Głupie uczucie, nie? Jak zawsze, gdy zaczynało się dzień od papierosa - ta myśl, że jasne, że będziesz tego żałować, ale nie wiedzieć czemu, robisz to...
Przed porażką uchroniły mnie dotychczasowe sukcesy. I, o czym jestem przekonany, ten blog. Świadomość, że to opisuję, że mam taką odskocznię, że parę osób to czyta i przesyła słowa wsparcia, bardzo pomaga. Dziękuję Wam!
A wiecie, jaki prezent sobie sprawiłem z okazji niemal dwóch tygodni niepelania? Dobre perfumy. Takie, które zawsze chciałem mieć, a ciągle nie kupowałem ich, bo były inne wydatki, bo nie czułem się ze sobą dobrze. A dzisiaj kupiłem, a co! W końcu teraz mogę ładnie pachnieć, więc nie będzie to zakup zmarnowany.
A jednak, jak już pisałem, zakończenie ostatniego tygodnia było bardzo trudne i całkowicie zawalone pracą.
Zawsze się śmieję, że my, korpoludki, przyzwyczajamy się do pracy na pełnych obrotach - od ósmej do siedemnastej, czasem chwilę dłużej. Weekend to restart, to ładowanie baterii, trzeba o wszystkim zapomnieć, sponiewierać się, napić wódki, wytańczyć. To jest tak oczywiste jak to, że po dniu przychodzi noc.
Kiedy więc zdarza się tak, że praca dopada Cię także w sobotę i w niedzielę, to nie tylko jest to intrygujące na swój sposób (w końcu rozwala rutynę), ale także cholernie irytujące, bo kiedy naładować te baterie?
Bałem się, że to będzie pretekst do tego, by wrócić do palenia. Niewyspanie, zmęczenie, zniechęcenie, złość - w takim stanie najprościej o chwilę słabości, która może przekreślić wszystko. I były takie chwile. Głupie uczucie, nie? Jak zawsze, gdy zaczynało się dzień od papierosa - ta myśl, że jasne, że będziesz tego żałować, ale nie wiedzieć czemu, robisz to...
Przed porażką uchroniły mnie dotychczasowe sukcesy. I, o czym jestem przekonany, ten blog. Świadomość, że to opisuję, że mam taką odskocznię, że parę osób to czyta i przesyła słowa wsparcia, bardzo pomaga. Dziękuję Wam!
A wiecie, jaki prezent sobie sprawiłem z okazji niemal dwóch tygodni niepelania? Dobre perfumy. Takie, które zawsze chciałem mieć, a ciągle nie kupowałem ich, bo były inne wydatki, bo nie czułem się ze sobą dobrze. A dzisiaj kupiłem, a co! W końcu teraz mogę ładnie pachnieć, więc nie będzie to zakup zmarnowany.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz