Dziś krótko, bo kompletnie nie mam siły.
Było źle. Zastanawiam się, jak to możliwe, że każdy kolejny dzień jest trudniejszy. Wydawało mi się, że swój szczyt przeszedłem przedwczoraj, na imprezie. A tu okazuje się, że guzik - że każdy kolejny dzień jest coraz gorszy.
Nie chcę narzekać. Po prostu coraz trudniej wytrwać w postanowieniu. Oglądam się za każdym palaczem, czuję fajki na odległość, czuję się pijany powietrzem. A jednak, każda wizyta w sklepie kusi, każdy mijany kiosk jest mordęgą. Poza tym przychodzą mi do głowy wspomnienia związane z kolejnymi próbami. I żal, że tak długo się męczyłem, a nic z tego nie wyszło.
Czy tym razem wyjdzie? Chcę wierzyć, że tak.
W pracy nie mogę się skoncentrować. Pracujemy teraz nad bardzo wymagającym projektem, ponieważ pojawił się nowy klient, na którym bardzo nam zależy. Dziś było nerwowo, z niczym nie mogliśmy zdążyć na czas. W dodatku kierownik działu ma zwyczaj przychodzić później, bo poniedziałek, bo coś tam - i wstrzymuje część pracy. Potem jest niezadowolony. Potem urywa się wcześniej, więc dokumenty podpisze jutro. A miały być "na wczoraj". A winny wszystkiemu jestem ja - jak zwykle!
Było źle. Zastanawiam się, jak to możliwe, że każdy kolejny dzień jest trudniejszy. Wydawało mi się, że swój szczyt przeszedłem przedwczoraj, na imprezie. A tu okazuje się, że guzik - że każdy kolejny dzień jest coraz gorszy.
Nie chcę narzekać. Po prostu coraz trudniej wytrwać w postanowieniu. Oglądam się za każdym palaczem, czuję fajki na odległość, czuję się pijany powietrzem. A jednak, każda wizyta w sklepie kusi, każdy mijany kiosk jest mordęgą. Poza tym przychodzą mi do głowy wspomnienia związane z kolejnymi próbami. I żal, że tak długo się męczyłem, a nic z tego nie wyszło.
Czy tym razem wyjdzie? Chcę wierzyć, że tak.
W pracy nie mogę się skoncentrować. Pracujemy teraz nad bardzo wymagającym projektem, ponieważ pojawił się nowy klient, na którym bardzo nam zależy. Dziś było nerwowo, z niczym nie mogliśmy zdążyć na czas. W dodatku kierownik działu ma zwyczaj przychodzić później, bo poniedziałek, bo coś tam - i wstrzymuje część pracy. Potem jest niezadowolony. Potem urywa się wcześniej, więc dokumenty podpisze jutro. A miały być "na wczoraj". A winny wszystkiemu jestem ja - jak zwykle!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz