poniedziałek, 2 września 2013

Dzien 4: kryzys

Dziś krótko, bo kompletnie nie mam siły.
Było źle. Zastanawiam się, jak to możliwe, że każdy kolejny dzień jest trudniejszy. Wydawało mi się, że swój szczyt przeszedłem przedwczoraj, na imprezie. A tu okazuje się, że guzik - że każdy kolejny dzień jest coraz gorszy.

Nie chcę narzekać. Po prostu coraz trudniej wytrwać w postanowieniu. Oglądam się za każdym palaczem, czuję fajki na odległość, czuję się pijany powietrzem. A jednak, każda wizyta w sklepie kusi, każdy mijany kiosk jest mordęgą. Poza tym przychodzą mi do głowy wspomnienia związane z kolejnymi próbami. I żal, że tak długo się męczyłem, a nic z tego nie wyszło.

Czy tym razem wyjdzie? Chcę wierzyć, że tak.

W pracy nie mogę się skoncentrować. Pracujemy teraz nad bardzo wymagającym projektem, ponieważ pojawił się nowy klient, na którym bardzo nam zależy. Dziś było nerwowo, z niczym nie mogliśmy zdążyć na czas. W dodatku kierownik działu ma zwyczaj przychodzić później, bo poniedziałek, bo coś tam - i wstrzymuje część pracy. Potem jest niezadowolony. Potem urywa się wcześniej, więc dokumenty podpisze jutro. A miały być "na wczoraj". A winny wszystkiemu jestem ja - jak zwykle!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz