wtorek, 3 września 2013

Dzień 5: na krawędzi

Doszło do tego, że w czasie przerwy w pracy, zamiast iść na kawę, piszę na blogu. Dziś bardzo trudno. Od rana kilkanaście ważnych telefonów, dokumenty do przygotowania, każdy domaga się, żeby jego sprawami zająć się jak najwcześniej... Każdy mail mnie stresuje. Dźwięk telefonu doprowadza mnie do szału. Mam lekkie zawroty głowy. Da się to przeżyć, najgorsze jest to, że nie potrafię skupić się na pracy. Kilka razy na minutę świdruje mi w głowie ta myśl o paleniu. Przecież to bardzo łatwe: wyjdę z pokoju, zjadę windą na sam dół, podejdę do kiosku, uśmiechnę się do przemiłej pani, poproszę o paczkę i zapalniczkę, zapłacę, wyjdę przed budynek, stanę w pełnym słońcu, zerwę folię, otworzę paczkę, oderwę sreberko, wyciągnę z lekkim trudem pierwszego papierosa (wraz z nim wysuną się dwa lub trzy), obrócę w palcach, powoli włożę do ust, poczuję ten dziwny smak i zapach tytoniu. Potem przyłożę zapalniczkę i...

Nie, nie zrobię tego. Nie zapalę. Wiem, co będzie dalej, przerabiałem to kilkadziesiąt razy. Pierwszy wdech - zawroty głowy, drugi - suchość w gardle, a potem - rozczarowanie, że nie smakuje, że nie było warto, że zrobiłem głupstwo. I co? I pewnie wyrzucę niemal pełną paczkę z przekonaniem, że zrobiłem błąd. Ale zapach tytoniu na palcach pozostanie. I nie będzie mi dawał spokoju przez następne minuty, kwadranse, godziny. Aż się złamię i kupię drugą paczkę, której nie wyrzucę, tylko schowam do biurka. "Papierosy na ciężką chwilę". Ale doskonale wiem, że te "ciężkie chwile" będą coraz częściej, że błyskawicznie wrócę do palenia paczki dziennie, a moje starania pójdą na marne. I wiem, jak będzie wieczorem - zawód, rozczarowanie, złość, ból głowy, zniechęcenie. Nie chcę takiego wieczoru!

Dlatego nie chcę zapalić. Nie chcę, aby ktoś częstował mnie papierosem. Po prostu - nie. Muszę tylko znaleźć sposób, aby nie stresować się wszystkim tak bardzo. Jak się zrelaksować? Jak nie dać się wyprowadzić z równowagi?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz