niedziela, 8 września 2013

Dzień 10: wir wydarzeń

Ale się działo!

Nawet nie myślałem, że tak pochłonie mnie praca i dom. I tym sposobem minęły mi kolejne trzy dni. Wstawałem przed świtem, kładłem się po północy i nie miałem nawet chwili, żeby tu zajrzeć, przemyśleć kilka rzeczy i napisać co nieco.

Upłynęły mi te dni w jakimś wielkim pędzie. Praca, dom, praca. Nic szczególnego, rozumiecie. Są takie dni, które przeżywa się nie dla siebie, po których nie ma wspomnień, tylko zmęczenie do odespania. I to były właśnie takie dni.

Cieszę się z jednego: że nie mam ochoty palić. Czuję, że dotyczy mnie to w coraz mniejszym stopniu. Że jest poza mną. Jasne, są trudne chwile, ale coraz łatwiejsze do zniesienia.

Napiszę coś więcej jutro, będę miał trochę więcej czasu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz